Pasażer kontra PKP: z biletem czy bez oczekuj najgorszego

Cezary Grabarczyk, minister infrastruktury, głosami koalicji PO i PSL został na stanowisku. Sejm w środowym głosowaniu odrzucił wniosek SLD o wotum nieufności wobec ministra. Ten zapowiedział, że wkrótce ogłosi plan naprawy polskich kolei. O tym, że taki program jest bardzo potrzebny, na własnej skórze przekonali się ci, którzy w trakcie długiego weekendu towarzyszącego świętu Trzech Króli wybrali się w podróż pociągiem. Wśród nich reporterka „Gazety Krakowskiej”.

Środa po południu, Dworzec Główny PKP w Krakowie. Studentka Małgorzata Radek najpierw stała 40 minut w kolejce po bilet. Kiedy wreszcie go kupiła, musiała poczekać kolejnych kilkanaście minut na opóźniony pociąg do Zakopanego.

– Wybieram się do rodziny. Widzi pani, ilu ludzi jedzie w tamtą stronę. Niestety, kolej nie jest w stanie dostawić dodatkowego wagonu nawet w długi weekend – złości się studentka. Rzeczywiście, na peronie kłębi się tłum pasażerów, którzy chcą się dostać na Podtatrze. Wreszcie pociąg przyjeżdża. Dziś wyjątkowo na inny peron, więc cały ten tłum biegnie, aby się przenieść na prawidłowy. Ludzie szturmują wejścia do wagonów. Kto pierwszy, ten lepszy. Większość pasażerów ma duży bagaż, sprzęt do szusowania. Ledwo się przeciskają między sobą.

Pociąg do Zakopanego odjeżdża, a ja postanawiam spróbować szczęścia przy kasie. Proszę o bilet do Poznania na godz. 19.05. Kasjerka dopytuje, co to za pociąg: Intercity, Interregio czy pospieszny? Niestety nie wiem. Pani odsyła mnie więc do informacji – sama nie wie, ile ma mi policzyć za bilet.

Na krakowskim Dworcu Głównym informacji udzielają pracownicy PKP, siedzący przy składanym, plastikowym stoliku, w rogu dworcowego holu. Jednak i tutaj nie znajduję pomocy – paniom właśnie się zawiesił komputer. Nie mogę dłużej czekać – mój pociąg odjeżdża za parę minut. Wracam do okienka kasowego. Znów pada pytanie o rodzaj pociągu. Tym razem nie daję się tak łatwo spławić. Naciskam na kasjerkę, żeby sama sprawdziła. Kobieta otwiera pokaźny notes, w którym są wszystkie trasy pociągów, i wreszcie znajduje rodzaj mojego połączenia. Kiedy pytam, czy nie mogła tego zrobić od razu, zamiast odsyłać mnie do informacji, odpowiada: – Obowiązkiem pasażera jest wiedzieć, jak się nazywa jego pociąg. Ja tylko sprzedaję bilety.

Mój pociąg będzie w Poznaniu na rano, czeka mnie całonocna podróż. Proszę więc o bilet z miejscówką. Tu kolejne rozczarowanie. Pociąg jest już w trasie i… miejscówek nie sprzedają. Nikt mi nie zagwarantuje, że uda mi się w ogóle dostać do wagonu, nawet jeżeli wykupię bilet na pierwszą klasę. Jedyne wyjście to wagon sypialny. To oczywiście kosztuje – bagatela, dodatkowe 60 zł…

Lepiej, żeby minister Grabarczyk szybko przedstawił ten swój plan.

Gazeta Krakowska
autor: Magdalena Jadach

Ten wpis został opublikowany w kategorii Informacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.