Uwaga przejazd kolejowy

1435 milimetrów<br />Autor: Marek Zienkowicz<br />Wydawnictwo: Komograf, Warszawa 2010Sierpniowa noc jest ciepła i pochmurna. Tylko od czasu do czasu pojawia się lewa połowa twarzy Księżyca – czyli ostatnia kwadra. Na zegarku godzina 0.27. Za pięć minut 1541 skończy bieg w Ciechanowie i będzie można na kilka godzin „obniżyć czujność”. Jeszcze pięć kilometrów…
Z narożnika kabiny patrzy na mnie zielone oko szybkościomierza. Wskazówka drga nieznacznie: 96… 97… 96… 97… 98… 97… Miarowe cykanie mechanizmu towarzyszy mi niestrudzenie. Jak zawsze…
Nastawnik do zera, zaczyna się spadek. Z prawej strony, ukryte wśród drzew i dodatkowo osłonięte czernią nocy, majaczą ruiny dawnej cegielni Krubin. Do cegielni dochodziła kiedyś bocznica – odgałęzienie od szlaku było w kilometrze 93,8. Pamiętam jeszcze małą zakładową lokomotywkę z wysiłkiem podstawiającą wagony na ciasny łuk toru zdawczo-odbiorczego. Dziś jedynym śladem po bocznicy jest pojedyncza bramka podtrzymująca sieć trakcyjną, stojąca nieco dalej od toru niż jednostajny rząd betonowych słupów. Tam właśnie był wjazd na Krubin…
Dwieście metrów dalej jest przejazd. Standardowe Rp1 przy wskaźniku W6a – i bardzo szybko okazuje się, że to za mało. Drogą od strony Ojrzenia gna jakiś osobowy samochód. Droga i tory tworzą kąt około 60 stopni, nie ma deszczu ani mgły więc widzę jego tylne światła. Powinien już hamować, ale… wcale nie zwalnia i przejeżdża przez przejazd! Czyżby rogatki były jeszcze otwarte? Z przeciwka, od Ciechanowa, jedzie drugi… i robi dokładnie to samo! Jestem już na tyle blisko, że widzę sterczące w najlepsze do góry rogatkowe drągi i ciemną strażnicę bez oznak życia. Sygnał – i hamulec. 90… 80… 70… Od Ojrzenia jedzie następny samochód, też „posuwa” w najlepsze – przecież przejazd jest otwarty! 60… 50… Hamulec na jednostkach „trzyma” bardzo dobrze, powinienem zdążyć zwolnić do dwudziestu… Widzę, że kierowca „depnął” na hamulec, widocznie akurat nie słuchał żadnej muzycznej łupanki i usłyszał mój nie kończący się sygnał. Może chociaż on jeden będzie pamiętał, że otwarte rogatki na przejeździe NICZEGO NIE ZAPEWNIAJĄ ani DO NICZEGO NIE UPOWAŻNIAJĄ…
Udało się zwolnić do dwudziestu, jestem na wysokości strażnicy. Z „budy” wyskakuje dróżnik, sprawia wrażenie jakby nie wiedział co się dzieje. Bez latarki i bez kamizelki biegnie na drogę próbując „ratować sytuację”. W tej chwili to już zbędne, czoło pociągu właśnie mija jezdnię. Nie wiem, czy nie został powiadomiony o jeździe pociągu, czy po prostu przysnął… Nie mnie tego dociekać. Nie doszło do żadnego zdarzenia więc jedziemy dalej. Do mostu na Łydyni można jeszcze „podciągnąć” a potem zaraz Ciechanów Przemysłowy…
– Ciechanów do 1541 zgłoś się!
– Ciechanów zgłasza się, odbiór.
– Na Krubinie otwarty przejazd, hamowanie do dwudziestu.
– Tak, zrozumiałem.
Cztery krótkie zdania przez radiotelefon. Esencja jednej minuty, którą pamięta się długo.

„Zatrzymaj się – i żyj…”

Opowiadanie „Krubin” pochodzi z książki:
„1435 milimetrów”
Autor: Marek Zienkowicz
Wydawnictwo: Komograf, Warszawa 2010

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kolej. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.